Nowe Technologie

Głos wolny innowacyjność ubezpieczający

Rządowe plany dotyczące Narodowego Instytutu Technologii i Polskiej Platformy Przemysłowej 4.0 obligują do zajęcia się tematyką wzmocnienia poziomu technologicznego firm krajowych oraz podatności gospodarki na innowacje. Właściwie wszyscy zainteresowani zgadzają się, że będą to kluczowe zagadnienia decydujące o tym jak poszczególne kraje zareagują na wyzwania, które ze sobą niesie Czwarta Rewolucja Przemysłowa. Poniższa notatka ma być wstępem do szerszego opracowania.

Warunki startowe mamy słabe – w rankingu innowacyjności UE zajmujemy 23 miejsce na 28 krajów (na razie uwzględniamy UK) – wyprzedzamy Węgry, Litwę, Grecję, Chorwację i Rumunię.  Na dodatek  programy socjalne i dotowanie górnictwa powodują że nie dysponujemy należytymi środkami na zmianę tej sytuacji.  Także opinia społeczna jest bardzo źle nastawiona do wszelkich inicjatyw wymagających ograniczenia bieżącej konsumpcji w imię przyszłych zysków. Ale to samo społeczeństwo nie ma nic przeciwko zadłużaniu się na warunkach znacznie gorszych niż sąsiedzi (czeskie obligacje mają oprocentowanie 0.92%, nasze 3.3%). W kontekście tego co wiemy o czwartej rewolucji jest to tendencja samobójcza. Gospodarka oparta tylko i wyłącznie na niskich kosztach siły roboczej zostanie „wycięta” przez automatyzację procesów produkcyjno – montażowych. Po prostu staniemy się niepotrzebni. Dołączymy do tych krajów które są „źródłem” migrantów ekonomicznych.

Analizując dane statystyczne można wykazać silne korelacje między poziomem technicznym małych i średnich firm a zamożnością regionu. Dobrym źródłem danych jest tu Europejski Ranking Konkurencyjności Regionów (RCI) pokazujący podstawowe parametry widziane z perspektywy jednego z 263 regionów UE. Jeśli dołączymy do tego dane GUS na temat naszego własnego podwórka to uzyskamy  informacje o tym co decyduje o zamożności naszych regionów.

Istotnym problemem jest odróżnienie wspierania innowacyjności sensu stricto od transferu technologii. Nie da się ukryć, że są to odrębne sprawy. W przypadku wprowadzania rzeczy naprawdę nowych nie da się uniknąć niepewności co do rezultatu. Jest to czynnik nieunikniony. Można redukować jego wpływ na praktykę gospodarczą, ale jego całkowite wyeliminowanie jest niemożliwe. W przypadku transferu technologii mamy do czynienia z działaniami na dobrze określonym zasobie wypróbowanych środków technicznych. Głównym zadaniem jest optymalizacja, czyli efektywne dopasowanie użytych środków do założonego celu. Stopień niepewności jest tu minimalny i związany raczej z specyfiką organizacji firmy do której przenosimy technologię. Optymalną jest sytuacja w której firma po takim zabiegu staje się samodzielna rozwojowo. Dobrym przykładem jest gospodarka duńska – efektem działania certyfikowanych dostawców technologii jest obecność 30 firm w zestawieniu portalu IRI – Industrial Research and Innovation (próg nakładów rocznych na badania  wynosi 5 mln. Eur). W tym zestawieniu są 4 firmy polskie, a wielkość gospodarek jest odwrotna.   W tym kontekście zupełnie inaczej można spojrzeć na pozwy p. Florka przeciwko Duńczykom i UE.  Zamiast ich „przeskoczyć” technologicznie lamentuje nad swoją niedolą ubogiego Polaka. Ciekawe, że żaden z profesorów, których ma w swojej fundacji, nie uświadomił mu, że bez podniesienia poziomu technicznego swoich wyrobów nieustannie będzie ubogi. Co więcej – czwarta rewolucja przemysłowa spowoduje że stanie się niepotrzebny – i żadne pozwy tego nie zmienią.

Sądzę, że dobrym punktem odniesienia dla tych uwag są wyniki badań socjologicznych  opublikowane przez KIGEiT – wynika z nich że 77% firm krajowych oczekuje, że wyroby, które będą wprowadzać do produkcji będą im przekazywane przy poziomie TRL (1) co najmniej 7 – czyli że będą mogli zapoznać się z demonstratorami urządzeń, które mieliby wytwarzać. Takie podejście jest zrozumiałe – nasze firmy mają zbyt małe rezerwy finansowe aby znacząca ich ilość mogła sobie pozwolić na realizację ścieżki proponowanej przez NCBiR – czyli start od TRL=3.  W tym kontekście warto byłoby prześledzić doświadczenia już istniejących Centrów Transferu Technologii (m.in. istnieje taka komórka w ramach Politechniki Krakowskiej) znajomość ich dotychczasowych doświadczeń spowoduje że nie będziemy wyważać otwartych drzwi.

W przypadku opisu „klasycznej” innowacyjności bardzo istotne są prace Mariany Mazzucato stanowiące współczesne uzupełnienie prac A.Schumpetera. Podstawowym wyróżnikiem opinii M.Mazzucato jest podkreślenie roli państwa, gdyż jej zdaniem, żadna inna organizacja nie jest w stanie finansować rozwoju naprawdę nowych technologii. Są to tezy dyskusyjne, ale dobrze uzasadnione w tych przypadkach które cytuje.  Szczególnie istotne są fragmenty dotyczące Internetu i roli firm farmaceutycznych.

Dlatego też sensowny wydaje się taki „podział pracy” w którym  transfer technologii i innowacyjność są od siebie oddzielone.  Transferem technologii zajmują się organizacje „non profit” reinwestujące zyski w udoskonalanie technologii w których się specjalizują.  Tworzenie i „uprzemysłowienie” nowych  technologii to domena instytucji podobnych w formule do szwajcarskiego CSEM – czyli organizacji z udziałem budżetu centralnego, samorządowego i samorządów gospodarczych a nawet poszczególnych firm  operujących na obszarach z którymi merytorycznie byłaby związana taka instytucja.

Całkowicie upaństwowione instytucje „odgórne” lansowane przez Morawieckiego spotka los OBR powoływanych w późnej epoce gierkowskiej – których celem było także szybkie zmniejszenie dystansu technologicznego do krajów rozwiniętych.   Jeśli już Morawiecki musi wracać do PRL to niech wróci do ustawy Wilczka.

 

Przypis:

(1) TRL – technology readiness level. Określa stopień rozwoju technologii z punktu widzenia praktyki produkcyjnej. Ma dziewięć poziomów. TRL=1 – udowodniona możliwość wykorzystania pomysłu w przemyśle, TRL=7 – wyrób w formie demonstratora, TRL=9 – produkcja.

 

Jacek Piekarski

 

tagi

Informacje

Nadchodzące wydarzenia

There are no upcoming events at this time.

149e2359d2cb9732e62307dfec1ea378JJJJJJJJJ